Machina Czasu
Radio SzczecinRadio Szczecin » Machina Czasu
Zdzisław Karczewski (w najniższym rzędzie, w środku) w gronie współpracowników 1945 r. Fot. ze zbiorów Radia Szczecin
Zdzisław Karczewski (w najniższym rzędzie, w środku) w gronie współpracowników 1945 r. Fot. ze zbiorów Radia Szczecin
"Melduję nową stację nadawczą na usługach prawdy o odrodzonej demokratycznej Polsce. Melduję, że rozkaz został wykonany. Szczecin żyje. Szczecin przemawia. Szczecin całemu światu dowodzi mową polską, że jest polski i polski pozostanie." Te słowa pochodzą z przemówienia, które z okazji nadania przez Radio Szczecin pierwszej, próbnej audycji wygłosił jej dyrektor, Zdzisław Karczewski. Było to 25 grudnia 1945 roku. Nieco ponad miesiąc później, bo 27 stycznia 1946 r. nastąpiło oficjalne otwarcie rozgłośni.
To właśnie Karczewski stwierdził, nie bez racji, że sygnałem szczecińskiego radia powinna być syrena statku. A że wówczas radio nie dysponowało jeszcze przenośną aparaturą nagrywającą, wziął sprawę w swoje ręce. A dokładnie - wziął w ręce butelkę po winie, zaczerpnął powietrza i... zagrał na butelce tak, że ponoć nawet fachowcy nie rozpoznawali, że nie jest to oryginalny sygnał syreny statku.

Bohaterem "Machiny czasu" jest dziś pierwszy dyrektor Radia Szczecin, aktor teatralny i filmowy (znany z takich ról jak wujka Johna w "Samych swoich" czy pułkownika Tomaszewskiego z "Ogniomistrza Kalenia"), ale i lekkoatleta, sprawozdawca sportowy, postać kolorowa i ciekawa - Zdzisław Karczewski. Opowie o nim dr Wojciech Lizak, historyk, antykwariusz, autor wielu publikacji i wystaw, twórca 'Muzeum Dziedzictwa Narodowego", inicjator i uczestnik wielu debat na temat tożsamości naszego miasta. Pan Wojciech ma w swoich zbiorach pamiątki po Zdzisławie Karczewskim.

* Wspomniana w opowieści Zdzisława Karczewskiego ulica Mariana Buczka (przy której stał budynek, pierwotnie zarekwirowany dla redakcji Radia Szczecin, który - jak wspominał Karczewski - zmieściłoby się nawet ministerstwo) to dzisiejsza ulica Józefa Piłsudskiego. Ta opowieść pochodzi z audycji z archiwum Radia Szczecin.
Faksymile pamiątek: dokumentów, zdjęć, plakatów, listów Ireny Jarockiej ze specjalnego, kolekcjonerskiego wydania książki "Irena Jarocka o sobie". Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Faksymile pamiątek: dokumentów, zdjęć, plakatów, listów Ireny Jarockiej ze specjalnego, kolekcjonerskiego wydania książki "Irena Jarocka o sobie". Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Okładka książki "Irena Jarocka o sobie". Fot. materiały promocyjne wydawnictwa Szelest
Okładka książki "Irena Jarocka o sobie". Fot. materiały promocyjne wydawnictwa Szelest
Irena Jarocka jest piosenkarką, która – mimo że od jej śmierci upłynęło niemal dokładnie (bo 21 stycznia) 11 lat – ma grono wiernych wielbicieli. Całkiem spora jest też grupa słuchaczy, dla których czas Jarockiej - ale i innych gwiazd polskiej estrady, takich jak Anna Jantar, Urszula Sipińska, Anna German, Maryla Rodowicz, Krystyna Prońko, Krzysztof Krawczyk, Czesław Niemen, Marek Grechuta czy grupy: Dwa plus Jeden, Czerwone gitary, Skaldowie - jest jednym z najlepszych, jeśli nie najlepszym, okresem w historii polskiej piosenki.
„Irena Jarocka o sobie” – to książka Marioli Pryzwan, która nie po raz pierwszy opowiada o swojej idolce. Tym razem oddaje głos piosenkarce. Wykonała benedyktyńską pracę, wybierając z wywiadów udzielonych przez artystkę fragmenty i układając je w opowieść Jarockiej o sobie samej.
Dziennikarka, która dobrze znała Irenę Jarocką, Maria Szabłowska po przeczytaniu książki napisała: „Ale jak to jest ułożone i zredagowane! Czułam się tak, jakby Irena opowiadała mi jeszcze raz historię swego życia, jak to ona – szczerze, bez upiększeń”.
Gościem „Machiny czasu” jest dziś Mariola Pryzwan, biografka nie tylko Ireny Jarockiej, ale również Marii Dąbrowskiej, Haliny Poświatowskiej, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Władysława Broniewskiego, Anny Jantar, Anny German i Zbigniewa Cybulskiego.
Świąteczna szopka w szczecińskiej katedrze. Fot. Olaf Nowicki [Radio Szczecin/Archiwum]
Świąteczna szopka w szczecińskiej katedrze. Fot. Olaf Nowicki [Radio Szczecin/Archiwum]
Tradycja tzw. żywych szopek sięga średniowiecza. Autorem pomysłu jest św. Franciszek z Asyżu, który jako pierwszy nakazał budowę naturalnych rozmiarów stajenki, w której umieścił zwierzęta oraz ludzi odgrywających sceny z życia Świętej Rodziny. Na początku jasełka (bo tak zaczęto nazywać żywą szopkę) związane były z kościołem, ale później straciły swój wyłącznie sakralny charakter i stały się rodzajem teatrzyku. Z tej tradycji powstały też szopki noworoczne jako rodzaj satyrycznego przeglądu tego, co najważniejsze w minionym roku. W Radiu Szczecin pierwszą szopkę noworoczną wyemitowano już w 1958 roku. Ale szopka! - to tytuł dzisiejszej „Machiny czasu”.

W audycji wykorzystano fragmenty szopek noworocznych z archiwum Radia Szczecin z lat 50., 60. i 70.
Jedna ze słynnych wycinanek Wisławy Szymborskiej. Wystawa pt. "Tak wygląda prawdziwa poetka. Listy i kolaże Wisławy Szymborskiej do Joanny Kulmowej" w Willi Lentza w Szczecinie. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Jedna ze słynnych wycinanek Wisławy Szymborskiej. Wystawa pt. "Tak wygląda prawdziwa poetka. Listy i kolaże Wisławy Szymborskiej do Joanny Kulmowej" w Willi Lentza w Szczecinie. Fot. Agata Rokicka [Radio Szczecin]
Tomy korespondencji Wisławy Szymborskiej wydane przez Znak. Materiały promocyjne
Tomy korespondencji Wisławy Szymborskiej wydane przez Znak. Materiały promocyjne
Tomy korespondencji Wisławy Szymborskiej wydane przez a5. Materiały promocyjne
Tomy korespondencji Wisławy Szymborskiej wydane przez a5. Materiały promocyjne
„Niełatwo mieszkać w Polsce po nagrodzie Nobla, oj niełatwo. Dla jednych mam być od tej pory Królową Korony Polskiej, z nożyczkami do przecinania różnych wstęg orz młotkiem do wbijania gwoździ sztandarowych w rękach. Dla drugich jestem w dalszym ciągu zagorzałą bolszewiczką, która była szczera tylko w dwóch pierwszych tomikach, a potem przez 40 lat uprawiała chytry kamuflaż żeby przypodobać się tym naiwnym Szwedom. Są również i tacy, którzy panią Wiesławę Szymborską czytali od zawsze, więc chyba zasłużyli na to, żeby się z nimi teraz tą nagrodą pokojową Nobla podzieliła. Zwłaszcza biednym parafiom coś się należy”.

To fragment listu Wisławy Szymborskiej do poety, Stanisława Barańczaka, który był tłumaczem jej poezji, ale i przyjacielem. O przyjaciołach Pani Wisławy, także w obliczu "tragedii sztokholmskiej" - w świątecznej „Machinie czasu”. Zapraszam wraz z gościem, Michałem Rusinkiem, kiedyś sekretarzem Noblistki, a obecnie prezesem Fundacji jej imienia - w 1 dzień świąt czyli w niedzielę po 20.

„Wolę siebie lubiącą ludzi niż siebie kochającą ludzkość" (Wisława Szymborska "Możliwości").
Józef Mackiewicz jako ułan 3. Pułku Strzelców Konnych. 1919 rok
Józef Mackiewicz jako ułan 3. Pułku Strzelców Konnych. 1919 rok
Prawda jest ciekawsza od fikcji - twierdził bohater dzisiejszej "Machiny czasu". Józef Mackiewicz - pisarz, dziennikarz, publicysta, nieprzejednany wróg komunizmu i narodowego socjalizmu. W czasach PRL - z uwagi na to, że był pisarzem emigracyjnym, a poza tym krytykował to, co się działo w kraju rządzonym przez komunistów - jego twórczość była zakazana, ale paradoksalnie - przez emigracyjne spory - był skazany na zapomnienie także w wolnej Polsce, po 1989 roku.
Gościem "Machiny czasu" jest prof. Włodzimierz Bolecki, teoretyk i historyk literatury z Instytutu Badań Literackich Polskiej Akademii Nauk, autor wielu książek, m.in. "Ptasznik z Wilna" oraz "Wyrok na Józefa Mackiewicza".
Fot. pixabay.com
Fot. pixabay.com
Niedawno obchodziliśmy Barbórkę, święto górników. A właściwie nie obchodziliśmy, bo w tym roku to kiedyś wielkie święto przeszło praktycznie bez echa.
Za czasów PRL świętowała cała Polska. Był to element propagandy, ale nie tylko o to chodziło. Bo jak pisze Adam Frużyński w swoim artykule "Reforma, której nie było": "W systemie gospodarczym Polski Ludowej górnictwo węgla kamiennego zawsze odgrywało szczególną rolę. Od momentu jej powstania węgiel kamienny był najważniejszym surowcem energetycznym, metalurgicznym i chemicznym. Z tego paliwa korzystało też kilka milionów gospodarstw domowych, gdzie spalano go w kuchenkach, piecach kaflowych, instalacjach centralnego ogrzewania, piecykach łazienkowych. Przez cały okres istnienia PRL był on najważniejszym towarem eksportowym, a za uzyskiwane z jego sprzedaży dewizy socjalistyczna gospodarka importowała niezbędne do jej funkcjonowania surowce, maszyny, towary konsumpcyjne. Spłacano nimi zaciągnięte pożyczki zagraniczne oraz pokryto koszty odszkodowań za znacjonalizowany w Polsce majątek. Dlatego też sprawne funkcjonowanie górnictwa miało dla komunistycznych władz ogromne znaczenie, a symbolem dynamicznego rozwoju kraju stały się coraz większe ilości pozyskiwanego „czarnego złota”, jak wtedy nazwano węgiel kamienny."
Gościem "Machiny czasu" jest Anna Neugebauer, animatorka wydarzeń kulturalnych, gospodyni 'Saloniku u Anny". Nie wszyscy wiedzą – nawet ci, którzy ją znają – że z wykształcenia jest górnikiem.
Teatr. Fot. pixabay.com
Teatr. Fot. pixabay.com
Bogusław Kierc i Agata Rokicka w "Machinie czasu". Fot. Paweł Nowakowski [Wydawnictwo Forma]
Bogusław Kierc i Agata Rokicka w "Machinie czasu". Fot. Paweł Nowakowski [Wydawnictwo Forma]
Okładka książki "Był sobie". Mat. promocyjne wydawnictwa Forma
Okładka książki "Był sobie". Mat. promocyjne wydawnictwa Forma
"Był sobie pewnego razu" - tak zaczyna się bajka. Tak zaczyna się pewna książka. Tak zaczyna się ta "Machina...".
Jest to opowieść o teatrze, słowach, przymniemności, dramacie nie-Szekspira "Romeo i Julia" oraz o najprawdziwszym świętym Mikołaju - o udawaniu, prawdzie i naprawdzie,
Gościem "Machiny czasu" jest Bogusław Kierc, poeta, krytyk literacki, aktor, reżyser, pedagog, edytor utworów Rafała Wojaczka, dramaturg. Rozmowa toczy się wokół jego książki "Był sobie", będącej pierwszą częścią dyptyku ODSIEB, która ukazała się nakładem wydawnictwa Forma.

A jako że zbliża się 6 grudnia dla wszystkich Mikołajów - na zakończenie audycji - muzyczny prezent,"Młodość Świętego Mikołaja", z pysznymi słowami Wojciecha Młynarskiego.
Pierniki. Fot. pixabay.com
Pierniki. Fot. pixabay.com
Ponoć pierwszy piernik powstał w Grecji w połowie III wieku p.n.e. Według innych historia korzennego przysmaku sięga 992 roku n.e., kiedy to ormiański mnich, Grzegorz z Nikopolis miał nauczyć chrześcijańskich piekarzy we Francji, jak go przygotowywać i piec.
W Polsce pierwszy cech piernikarzy powstał w Krakowie, ale najsłynniejsze pierniki pochodzą z Torunia. Znane przysłowie z XVII wieku do największych atutów ówczesnej Polski zalicza:"gdańską gorzałkę, toruński piernik, krakowską pannę i warszawski trzewik".
W naszym regionie do łask powracają szczecińskie pierniki, między innymi dzięki Grażynie Zarembie-Szubie, autorce „Pomorskiej książki kucharskiej”, która w Dworku Tradycja w Bełcznej k. Łobza od lat organizuje piernikowe warsztaty. Zatem tym razem w "Machinie czasu" - bardzo smaczna rozmowa o toruńskich i szczecińskich piernikach. Niech to jednocześnie będzie przypomnienie dla tych, którzy chcą przygotować tradycyjny piernik na Boże Narodzenie. Pierwszy tydzień grudnia - to ostatni moment, by nastawić ciasto. Upieczemy je tuż przed świętami, przełożymy powidłami, obciążymy i pozostawimy na 3-4 dni do skruszenia.
Anna Niemiec. Fot. ze zbiorów prywatnych
Anna Niemiec. Fot. ze zbiorów prywatnych
„Dlaczego lubię fotografować mgłę? Mogę wtedy realizować moją ulubioną fotograficzną zasadę, że im mniej na zdjęciu, tym jest ono lepsze.” Tak napisała o jednym ze swoich zamglonych, magicznych zdjęć Anna Niemiec. Znamy jej pełne harmonii fotografie szczecińskiej filharmonii, zdjęcia wydobywające ukryte piękno galerii handlowych i ciszę zaklętą w betonie. Koronkowa strzelistość szczecińskich dźwigozaurów konkuruje z dającą wrażenie stabilności i ciepła, otulającą potęgą platanów na Jasnych Błoniach. Choć Szczecin jest niemal na każdej jej fotografii, Anna Niemiec nie dokumentuje miasta, lecz zatrzymuje w obiektywie chwilę. Na mignięcie oka. I migawki.
Niedawno cztery jej zdjęcia zostały wyróżnione na 5. Międzynarodowym Biennale Fotografii Definicja Przestrzeni 2022.
Swoje prace prezentuje na stronie Lubię Szczecin - fotografia Anna Niemiec. Dziś w "Machinie czasu" - Anna Niemiec.
Krystyna Ostrowska. Fot. ze zbioru Anny Neugebauer
Krystyna Ostrowska. Fot. ze zbioru Anny Neugebauer
Od kilku lat to było jej marzeniem: dożyć jeszcze jednej wiosny. Odeszła jesienią, ale w tym ciepłym, złoto-polskim jej wydaniu. Zresztą jesień także była dla niej ważną porą roku, ponieważ właśnie wówczas jako dziecko wybierała się z tatą do lasu, by słuchać... jak rosną grzyby.
Kim była Krystyna Ostrowska? To ważne, ale jeszcze ważniejsze - jaka była. Nikt tak się nie cieszył, że po zimie wracają ptaki wędrowne, a potem że na polach zakwitły rzepaki. Nikt nie robił tak wspaniałych naleśników, a przed świętami - grochu z kapustą. Nikt nie dzwonił do radia z tak otulającymi słowami. Nikt nie miał tak ciepłego głosu i takiego uśmiechu. Pani Krysia, nasza wierna Słuchaczka.
Wspólnie z Anną Neugebauer - poetką, animatorką kultury, gospodynią Saloniku u Anny - zapraszamy na "Machinę czasu".
1234567